`` Byłeś martwy [fanfiction] | Bones Fansite - Strona fanów serialu "Kości"

O serialu...

Kości (ang. Bones) - amerykański serial telewizyjny produkcji Fox Broadcasting Company oparty na książkach kryminolog-antropolog Kathy Reichs, będącej jednocześnie producentką serialu. Serial pojawił się na antenie w 2005 roku. Do teraz powstało 59 odcinków. 3 września rozpocznie się emisja 4 serii.

Fabuła...

Dr Temperance Brennan (Emily Deschanel) jest utalentowanym antropologiem pracującym w Jeffersonian Institution, która w wolnych chwilach pisze powieści. Dr. Brennan bardzo często współpracuje z agentem FBI Seeleyem Boothem (David Boreanaz), pomagając zidentyfikować zwłoki, kiedy standardowe metody są nieskuteczne.



Byłeś martwy [fanfiction]

Autor: Hidden Fairy
Booth wszedł do Instytutu Jeffersona, dostrzegając światło nad stołem sekcyjnym. Stała tam samotna sylwetka, ze wzrokiem utkwionym w kolejnym szkielecie.

„Hej, Bones!” Głowa Brennan uniosła się z grymasem niezadowolenia na twarzy. Booth przystanął, kiedy odwróciła się do niego plecami i wróciła do badania szkieletu na stole. „Wiesz, że jest już po północy.” Agent włożył cały swój wdzięk i siłę perswazji w to zdanie. Równie dobrze jednak mógł przejść nago po pokoju, bo jego partnerka w ogóle nie zwracała na niego uwagi.

„Nie jesteś chyba ciągle zła o tą sfingowaną śmierć, prawda?” Zapytał, podnosząc długopis i pstrykając włącznikiem. Tepmerance podniosła głowę i posłała mu mordercze spojrzenie. „Najwyraźniej jesteś.” Booth odłożył długopis i stanął na wprost niej.

„Wyjaśniałem ci to, Bones. Byłaś na szczycie listy osób, które miały zostać zawiadomione. Byłem święcie przekonany, że zostaniesz poinformowana.” Bones podeszła do niego, kiedy mówił i niezbyt delikatnie odsunęła go z przejścia.

„Cóż, najwyraźniej to przegapiłam.” Wysyczała przez ściśnięte zęby. Jej głos niemal mógł zamrażać powietrze. Stanął przed nią, kładąc jedną rękę na biodrze, zatykając kciuk za sprzączką od paska.

Brennan stała dokładnie na wprost niego, wyprostowana, ściskając szczęki.

„Umarłeś, Booth.” Powiedziała, prześwietlając spojrzeniem swojego partnera… bardzo żywego partnera. Była tak wściekła. Wściekła i zakłopotana. Z zaciśniętymi ustami patrzyła, jak Booth potrząsa głową.

„Wystarczy, Bones. Po prostu dość! Nigdy właściwie nie umarłem. Nie słuchałeś, kiedy to wyjaśniałem?” Usta zacisnęły się mocniej, policzki stały się bardziej napięte, wzrok zimniejszy. Booth zobaczył to wszystko na twarzy partnerki i nagle zdał sobie sprawę, że to było coś więcej niż „jestem-na-ciebie-wściekła-za-nie-wtajemniczenie-mnie”. Brennan odwróciła się na piętach i jak burza pomaszerowała w kierunku swojego biura, przygryzając zębami dolną wargę.

„Hej, Bones…” Wyciągnąl rękę, by położyć ją na jej ramieniu, ale strząsnęła ją zimno. „Temperance.” Na dźwięk swojego imienia przyspieszyła, weszła do biura, zamykając za sobą drzwi. Żaluzje były opuszczone.

Booth przetarł twarz dłonią. Był zmęczony, w końcu było już po północy.

„Wiesz, że musisz iść za nią.” Niespodziewanie rozległ się za nim głos. Booth odwrócił się i zobaczył na podwyższeniu Angelę.

„Co ty tu jeszcze robisz, Ange?” Zapytał, odwracając się, by spojrzeć na biuro swojej partnerki.

„Musisz jej to wszystko wyjaśnić. Pozwolić jej wyzwolić cały gniew.” Powiedziała, ignorując jego pytanie.

„Nawet nie płakała na moim pogrzebie, Ange.” Wymamrotał, wracając spojrzeniem do artystki.

„Ona cierpi, Booth.” Z tymi słowami rysowniczka odeszła.

Agent zapukał cicho do drzwi i wszedł do środka.

„Bones?” Siedziała na kanapie, podskakując na dźwięk zamykanych drzwi.

„Ludzie na tobie polegali, Booth.” Krzyknęła głośno, gestykulując. „Ja na tobie polegałam!” Czegokolwiek spodziewał się wchodząc do tego biura, na pewno nie było to to, co zobaczył.

„Bones, ochłoń.”

„Nie, nie ochłonę.” Odbiła piłeczkę, podchodząc do niego i łapiąc za klapy kurtki z płonącym wzrokiem. Booth spojrzał w jej oczy, widział na jej twarzy miotające nią emocje. Kiedy mówiła, jej głos był szorstki od emocji, palce ciaśniej zacisnęły się na jego kurtce.

„Byłeś. Martwy.” Nie mogła nic poradzić na to, co się stało. Była tak wściekła, tak zakłopotana, że jej ręka uniosła się sama, wymierzając mu policzek. A on jej na to pozwolił. Dłoń ja piekła, czas zdawał się stanąć w miejscu, zanim znów się odezwała.

„Powiedziałeś, że nigdy mnie nie zdradzisz, Booth, a zrobiłeś to. Umarłeś.” Jej dłoń znów się uniosła, tym razem jednak ją powstrzymał. Na dźwięk jej słów poczuł, że z jego twarzy znikają wszelkie kolory.

„Puść mnie.” Wysyczała, próbując uwolnić rękę. Booth chwycił ją mocniej, przyciągając do siebie tak, że niemal dotykali się twarzami. Temperance czuła, jak przyspieszył jej puls. Kiedy mówił, jego głos był szeptem. Mówił tak cicho, że niemal go nie słyszała.

„Nie umarłem, Temperance. Złożyłem ci obietnicę, że nigdy cię nie zdradzę. A ja dotrzymuję obietnic.” Poczuła na swojej twarzy jego oddech i całkiem zapomniała, że ściskał jej nadgarstki.

„Umarłeś, Booth.” Wyszeptała.

„Nie.” Przeniósł dłoń z jej nadgarstka ku jej dłoni, splatając jej palce ze swoimi i ściskając mocno.

„Ale myślałam, że to zrobiłeś, Booth. Dla mnie byłeś martwy.”

Ciepłe palce nagle otarły się o jej policzek, odgarniając pukiel włosów z jej twarzy.

„Seeley…” Zaczęła, jednak emocje nie pozwoliły jej dokończyć. Wzięła głęboki wdech, zanim dała radę kontynuować.

„Przez te dwa tygodnie…” Nie zadziałało, głos uwiązł jej w gardle. Odsunęła się od niego, czując, jak jej zdecydowanie gdzieś odpływa. Odwracając się do niego plecami, starła z twarzy łzy i zamknęła oczy. Booth podszedł do niej, odwracając do siebie. Ujął w dłonie jej twarz, ocierając łzy kciukiem. Spojrzała w górę. Jej niebieskie oczy napotkały brązowe spojrzenie partnera. Zobaczyła zaufanie, zobaczyła, że daje jej szanse, by mu wszystko opowiedzieć. To nie było udawane. I właśnie to kazało jej zacząć mówić. Zobaczyła w jego oczach swoje odbicie.

„Każdej nocy płakałam, póki nie zasnęłam.” Powiedziała cicho. „Każdej nocy, Booth.” Jego druga dłoń znalazła się na jej biodrze, pocierał je lekko opuszkami palców. „Za każdym razem, kiedy dzwonił mój telefon myślałam, że to będziesz ty.” Jego oczy prosiły ją, by mówiła dalej, chciał jej słuchać. Nawet jeśli przerażało go to, co słyszał, w tym, co mówiła było coś dobrego. „Siadałam i czekałam, kiedy przyjdziesz na obiad. Nawet jadłam ciasto!” Jej głos był na granicy histerii. Potrząsnęła głową i uśmiechnęła się nieznacznie.

„Jadłaś ciasto?” Zapytał, a kiedy spojrzała w górę, na niego, posłał jej uśmiech. Uśmiechnęła się nieco bardziej, ale znów opuściła wzrok.

„Każdej nocy, Booth, przez całe te dwa tygodnie…” Booth ujął jej twarz dłonią i uniósł ją ku sobie. Widziała w jego oczach zrozumienie i nie mogła powstrzymać słów, nawet gdyby bardzo chciała.

„Przez całe te dwa tygodnie, Booth, kiedy byłeś martwy… ja też byłam martwa.” Słyszała, jak łapał oddech, poczuła, jak delikatna dłoń mocno obejmuje ją w pasie. Objęła go rękoma za szyję, ignorując wewnętrzny głos, który kazał jej się wycofać.

„Ale żyjesz.” Wyszeptała. „Nie zostawiaj mnie więcej.” Nagle ich usta zetknęły się delikatnie, pieszcząc się, smakując, pocieszając i wspierając. Westchnęła, kiedy się rozdzielili.

„Nigdy.” Odpowiedział, jedną rękę wplatając w jej włosy, drugą kładąc w dole jej pleców. Pocałował ją w czubek nosa. „Nigdy.” Całował jej oczy, powtarzając: „Nigdy, przenigdy.” Scałował z jej twarzy łzy, które spłynęły z jej smutnych oczu i przyciągnął ją do siebie, by mogła położyć głowę na jego piersi. „Nigdy, Temperance.”

Delikatny płacz zmienił się w rozrywające serce łkanie, jej ciało zaczęło się trząść. Booth przytulił ja mocniej, sadzając ich oboje na kanapie, szepcząc pocieszające słowa.

„Moja dziewczynka.” Szeptał w jej włosy. Łzy obeschły, a oni siedzieli w ciszy. Jego ręce obejmowały ją w pasie, Bones ściskała w palcach przód jego koszuli. Czuł się wspaniale, mogąc trzymać ją w ramionach, akceptując to, co się właśnie działo.

„Idziemy do domu?” Zapytał w końcu.

„Zasnąć.” Wymamrotał. „Dość łez.” Poczuł na szyi jej uśmiech. Wstał, pociągając ją za sobą.
„Najpierw ciasto?” Zaśmiała się. Nie słyszał tego śmiechu od tygodni; posłał jej jeszcze jeden uśmiech, nie mógł oprzeć się tym kuszącym, uśmiechniętym ustom. Pochyliła się ku niemu, wdychając jego zapach, ciesząc się chwilą, kiedy jego wargi dotknęły jej własnych. Ciepło i delikatnie, po prostu w pocałunku, który wywołał w nich obojgu niespodziewaną falę ciepła. Kiedy odsunęli się od siebie, Brennan oparła się czołem o jego czoło, odpoczywając po zbyt wielu, jak na jeden dzień, emocjach.

Sięgając po dłoń partnera i ciągnąc go w kierunku drzwi, Temperance poczuła kolejną falę ciepła, kiedy jak zwykle położył jej dłoń na plecach.

„Chodźmy do domu.”

13 Responses to “Byłeś martwy [fanfiction]”

  1. bones. Says:

    Fajne, chociaż podobne do ostatniego fanfica.Ale i tak szacuneczek. 😉

  2. ula1993 Says:

    jeszcze, to jest super:*

  3. asia Says:

    TO JEST GENIALNE

  4. assia Says:

    TO JEST GENIALNE! po prostu sweet 😉 szkoda ze nie ma tak w serialu :-( na razie 😉 moze potem dadzą…

  5. monis Says:

    Super;o talent 😀

  6. Annie Says:

    Wow !!! Jestem wniebowzięta : )

  7. Temperance Says:

    Popieram Anne :)

  8. sweet Says:

    super ale ile można czekać na nowe fanfici!!!!

  9. oliwek1994 Says:

    Żenialne. Nei bezbłędne, ale fajne. :)
    Mnie się podoba. może sama jakieś opowiadanko napiszę… 😉
    Chcecie.? 😀 😛

  10. monis Says:

    Chcceny xD

  11. oliwek1994 Says:

    Oh, to miłe. :)
    Tylko jestem nowicjuszką, ściągam sobie dopiero pierwszy sezon, ale i tak mam bujną wyłobraźnię. 😛
    Tylko nie wiem czy muszę się jakoś zalogować, czy tak po prostu mogę napisać. :)

  12. Justy$ Says:

    ej a to jest prawda to taki odcinek będzie????????NOrmalnie kocham ten serial <3

  13. Kamisia Says:

    Na szczeście to tylko fanfic, uff 😛 Wyglada, jakby ktos, kto to pisal, w ogole nie znal Tempe… Przeciez to brzmi jak tani serial brazylijski… Tempe nie okazuje uczuc w ten sposob ani sie tak nie rozkleja i dlatego jest taka genialną postacią, inna niz wszystkie. Autor fanficu zrobił z niej prostą dziewkę…

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

http://www.kredyciak.pl/

custom essay

  • There are manifold influences and accounts in my life primarily, when I locate custom essay furtively. The useful one is that primarily I haven�t devastating talent to pen various huge functions. It is reform for me purely to locate the exceptional service. My relevant ordered functions are not punk and specifically without necessary flaws, which can foreclose sequels of my reliable study.