`` Tragedia czy nowa szansa? część 3 | Bones Fansite - Strona fanów serialu "Kości"

O serialu...

Kości (ang. Bones) - amerykański serial telewizyjny produkcji Fox Broadcasting Company oparty na książkach kryminolog-antropolog Kathy Reichs, będącej jednocześnie producentką serialu. Serial pojawił się na antenie w 2005 roku. Do teraz powstało 59 odcinków. 3 września rozpocznie się emisja 4 serii.

Fabuła...

Dr Temperance Brennan (Emily Deschanel) jest utalentowanym antropologiem pracującym w Jeffersonian Institution, która w wolnych chwilach pisze powieści. Dr. Brennan bardzo często współpracuje z agentem FBI Seeleyem Boothem (David Boreanaz), pomagając zidentyfikować zwłoki, kiedy standardowe metody są nieskuteczne.



Tragedia czy nowa szansa? część 3

Autor: serinde

-Tak, Angela?
-Cześć, Booth. Ustaliliśmy, że ja, Jack, ty i Russ będziemy spędzać z nią kolejne dni. Cam nie może na to sobie pozwolić ze względów zawodowych, ale obiecała pomóc, gdy Brennan wróci do laboratorium. Mam nadzieję, że nie będziesz miał problemów w pracy.- Booth niewyraźnie zaprzeczył. – Russ miał wątpliwości, czy da radę odwiedzać siostrę tak regularnie, wiesz chyba, że jego przybrana córka znów jest w szpitalu. Ale postanowił dać z siebie wszystko…Poza tym, lekarz zwrócił mi wczoraj uwagę, mianowicie zauważył, że zwracamy się do niej na kilka sposobów. Ostrzegł, że może to mieć na nią zły wpływ. Polecił, by stosować tylko jej obecne imię i nazwisko. Wiem, że wolisz używać Bones, ale… Booth, słuchasz mnie?
-Tak, oczywiście- odpowiedział niemrawo stłumionym głosem.
-Możesz stwierdzić, że to nie moja sprawa, ale wszyscy się przyjaźnimy, Brennan jest moją najlepszą przyjaciółką a ty jej partnerem, więc to jest moja sprawa. Co się z tobą dzieje? Rozumiem, że przeżyłeś ciężkie chwile, w dodatku Brennan…, nie jesteś ostatnio sobą. Martwię się o ciebie. Przecież najgorsze już za nami.
-Dzięki, Angela- Booth rozłączył się. Wiedział, że miała rację. Wciąż miotały nim różne, sprzeczne uczucia. Gdy czekał na jej przebudzenie, miał wielkie nadzieje, nie chciał marnować więcej czasu. A teraz ona była taka inna, odległa… „Eh, idiota. Najważniejsze, że ona żyje. Zrobię wszystko, by przypomnieć jej co nas łączyło, a potem… Wszystko w końcu się dzieje, trzeba tylko poczekać. Warto. Brennan mnie potrzebuje, takiego jak dawniej.” Z mocnym postanowieniem wzięcia się w garść i ukrycia niewygodnych uczuć położył się wcześnie spać, by jutro być wypoczętym na pierwszym dyżurze u Brennan.

Rano obudził się w lepszym nastroju. Po drodze do szpitala wstąpił po zakupy dla Brennan. Po krótkiej jeździe przez zatłoczony poranny Waszyngton zatrzymał się pod szpitalem. Znał już na pamięć drogę do jej pokoju, cicho zapukawszy wszedł, przywołując na twarz swój firmowy uśmiech.
-Dzień dobry, Brennan. Jestem…
-Booth?- przerwała mu. Wybuch zaskoczonej radości stłumiło jej kolejne zdanie.
-Russ powiedział mi, że dziś ty ze mną posiedzisz.
-No tak, Russ…Tak, jestem agent specjalny Seeley Booth. Pracuję nad morderstwami, a ty pomagałaś mi je rozwiązywać, badając szczątki ofiar.
-Jestem dobra w swojej pracy?
-Genialna. Ja pracuję tylko ż najlepszymi.- uśmiechnął się. –Mam coś dla ciebie.- pokazał jej torbę z zakupami. –To, co lubisz najbardziej.
Rozmowa na wolne tematy potoczyła się naturalnie i niewymuszenie. Brennan głównie zadawała pytania, a Booth odpowiadał. Zachowała właściwą sobie lotność umysłu, ale dodatkowo była bardziej otwarta, chcąc dowiedzieć się wszystkiego o swoim życiu. Wszelkie obawy Bootha rozwiały się i poczuł, że odzyska swoją dawną Bones( pilnował się jednak by nie użyć tego określenia). Swobodnie żartował, szczęśliwy, że widzi ją żywą i roześmianą, gdy zmroziło go jej pytanie:
-Jak na tylko partnerów z pracy spędzaliśmy chyba ze sobą bardzo dużo czasu, tyle o mnie wiesz… Czy my byliśmy razem?
Zdołał ukryć zaskoczenie pod krzywym uśmiechem:
-Nie.- A w myślach dodał „niestety.”

Dzień wypisu Brennan ze szpitala przypadał akurat na dyżur Bootha. Ucieszyło ją to, bo podświadomie już czuła zaufanie do tego niezwykłego mężczyzny. Polubiła go. Zdało jej się, że słyszy na korytarzu znajome kroki i miała rację. Poprzedzony cichym pukaniem do pokoju wszedł przystojny agent. Zabrał jej podręczną torbę i wyprowadził z pokoju delikatnie kładąc rękę na jej plecach. Przez chwilę obawiał się jej reakcji, ale zdawała się nie mieć nic przeciwko. Wręcz przeciwnie, jego ciepło przywoływało poczucie bezpieczeństwa. Po załatwieniu formalności zaprowadził ją do samochodu i zawiózł do jej mieszkania.
-Piękny apartament.- zachwyciła się.
-Racja. Ale wymaga troszkę pracy. Angela była tu wczoraj by trochę posprzątać, w końcu nie było cię ponad 3 tygodnie, ale dobrze ci zrobi jeśli osobiście się po wszystkim rozejrzysz. Mogę ci pomóc.- zaoferował.
-Nie, masz rację, że muszę to zrobić sama.
-To ja chociaż przygotuję coś do jedzenia.
-Umiesz gotować?
-Tak, mając dziecko muszę. Mówiłem ci o Parkerze.
-Tak.- pamiętała uśmiech i ciepło w jego oczach gdy opowiadał o synu. Zostawiła Bootha w kuchni i poszła zorientować się w własnym mieszkaniu. Po dłuższej chwili wróciła.
-Znalazłam moje książki naukowe. Tego przynajmniej nikt mi nie będzie musiał tłumaczyć. Po prostu zacznę uczyć się od nowa. Myślisz, że dam radę?- zapytała niepewnie.
-Jasne. Mówiłem ci już, że jesteś genialna. Dasz sobie radę z czym tylko zechcesz.
-Dzięki. Bardzo chcę pojechać do instytutu. Czy możesz mnie zawieźć jeszcze dziś?
-Jak sobie życzysz. Ale najpierw lunch.

Dziwne, ale w laboratorium poczuła się bardziej na miejscu niż we własnym domu. Powiedziała o tym Boothowi, a ten stwierdził, że przeczuwał to.
-Brennan, tutaj spędzasz większość swojego czasu. Czasami nawet tu sypiasz. Twoje poświęcenie pracy jest momentami zastraszające.- uśmiechnął się łobuzersko.- Przepraszam, ale muszę cię tu zostawić i wrócić do pracy. Angela cię odwiezie, a ja wpadnę za parę dni zobaczyć jak sobie radzisz.
Wkrótce Brennan pochłonęła praca w laboratorium pod czujnym okiem całej ekipy. Trochę później okazało się, że Booth miał rację- dość szybko przypominała sobie elementy wykształcenia i nadrabiała wiedzę książkową, a bardzo wiele kwestii znała, wiedziała na instynkt. Nie rozumiała zdziwionych tym współpracowników, ale czuła, że robi to co kocha. Cam obiecała jej, że przy tym tempie postępów wkrótce wróci do pracy na stałe, a ona już wprost nie mogła się doczekać, by pracować z Boothem. Martwiło ją jednak to, że mimo iż rozpoznawała swoich przyjaciół, rodzinę i wiedziała kim jest, wciąż brakowało jej wspomnień. Nie można w tak krótki czas nadrobić całego życia, a relacje innych to za mało.

Dzwonek do drzwi wyciągnął ją z łóżka.
-Cześć, Brenn… Co ci jest?- Bootha zaskoczył widok bladej i kaszlącej Brennan. Jeszcze nigdy nie widział jej chorej.- Jak się czujesz? Potrzeba ci czegoś? Byłaś z tym u lekarza? Trzeba było zadzwonić, żebym przyjechał wcześniej.- wypominał jej gorączkowo.
-Spokojnie. Lekarz stwierdził, że to zwykłe przeziębienie, tylko mój układ immunologiczny jest osłabiony po pobycie w szpitalu i dlatego źle to znoszę.
-Dobrze. Wracaj do łóżka, a ja przygotuję ci coś ciepłego.- Rad, że posłuchała go bez protestów trochę się uspokoił. Niestety, jakiś czas później Brennan poczuła się gorzej i zaczęła gorączkować. Booth powziął decyzję:
-Posłuchaj, zostanę u ciebie na noc. Będę spał na kanapie.
-Nie ma mowy, Booth…
-Żadnych protestów. W ostateczności mogę zadzwonić po Angelę. Nie możesz zostać sama.
-Dobrze, zostań.- Upór w jego oczach nie pozostawił jej wyjścia.
-Świetnie. Zostawię cię teraz na chwilę, muszę pojechać do siebie po kilka rzeczy.
Zabrał ze swojego mieszkania kilka ciuchów i płyt DVD, wracając wstąpił do apteki i sklepu.
-Brennan, patrz co mam. Kilka podstawowych leków, parę naprawdę dobrych filmów i przekąski.
-Booth, ale ja nie mam telewizora ani odtwarzacza.
-Ale masz laptopa- uśmiechnął się trochę triumfująco.- Połóż się, ja zrobię coś gorącego do picia.
-Dziękuję, Booth.- prostota tego stwierdzenia wiele mu powiedziała.
Przygotował przekąski, napoje i chusteczki, by mieć je w zasięgu ręki. Sprawdził, czy Brennan leży wygodnie opatulona i włączył film. Ucieszyło go to, że nie zaprotestowała gdy ułożył się obok niej. Gdy się obudził, stwierdził, że film już dawno się skończył a ona śpi spokojnie wsparta na jego ramieniu. Wstał ostrożnie, by jej nie obudzić, zabrał komputer i jedzenie, rzucił ostatnie spojrzenie na swoją śpiącą partnerkę, uśmiechnął się i wyszedł przygotować sobie posłanie na kanapie.
W środku nocy obudziły go hałasy dobiegające z sypialni Brennan. Rzucała się przez sen w skołtunionej pościeli i była wyraźnie przerażona. Postanowił ją delikatnie obudzić, gdy dobiegły go jej majaczenia:
-Tak ciemno… duszno…pomocy…
-Brennan, obudź się. Już wszystko w porządku. To tylko ci się śni.
Oprzytomniała, jej szeroko otwarte oczy wypełniły się ulgą po czym strachem. Odepchnęła Booth od łóżka.
-Kim jesteś?! Co robisz w moim mieszkaniu? Wyjdź, zostaw mnie…- krzyknęła histerycznie i rozpłakała się.
Zaskoczony i zraniony jej wybuchem, choć wiedział, że to nie jej wina, wycofał się i zamknął za sobą drzwi. Nie zważając na późną godzinę, znalazł telefon i zadzwonił do jedynej osoby, która mogła pomóc.
-Słucham?- zaspany głos Angeli odezwał się dopiero po kilkunastu sygnałach.
-Tu Booth. Jestem u Brennan. Potrzebuję pomocy.
-Zaraz tam będę.
Czekając na przyjazd Angeli, Booth nasłuchiwał zamierających szlochów dobiegających z sypialni. Choć serce mu się krajało, bał się wejść, by nie pogorszyć jej stanu. Z drugiej strony zostawienie jej samej w ciemnym pokoju wydawało mu się nieludzkie. Rychłe przybycie Angeli przyniosło mu ulgę.
-Co się stało?
-Brennan jest przeziębiona. Gorączkowała, więc postanowiłem zostać z nią na noc. Śnił jej się koszmar, o naszym wypadku…- Tu powinien przyznać, że się jej nie dziwi, sam miał z tym problemy.- Gdy ją obudziłem spanikowała. Ona…ona mnie nie poznała, Angela.- Ból rysujący się na jego twarzy bardzo go zmienił i przejął dziewczynę.
-Ja spróbuję.
Czekanie było dla niego straszne. Ale wreszcie…
-Zdaje się, że już w porządku. Poznała mnie, uspokoiła się, teraz zasnęła.
-Dzięki. Możesz z nią zostać? Lepiej będzie jak wrócę do siebie.
-Jasne, ale… Booth, znowu jest coś nie tak. Myślałam, że się pozbierałeś. Może chcesz pogadać?
-Dzięki, ale nie. Dobranoc.- Bez słowa zebrał swoje rzeczy i wyszedł.
Jadąc po opustoszałych nocnych ulicach Waszyngtonu rozmyślał jak bardzo zranił go ten incydent. Powróciły obawy, że już nigdy nie będzie miał szansy powiedzieć jej co czuje. Poza tym martwił się, że jego obecność w jakiś sposób może zaszkodzić Brennan. Choć nigdy nie uciekał przed problemami, czuł, że potrzebuje trochę czasu. Jeszcze zanim dojechał do domu powziął decyzję.
Nazajutrz rano zadzwonił do Angeli.
-Cześć. Zaproponowano mi współpracę w akcji incognito w Bostonie. Zdecydowałem, że się zgodzę. Możesz przekazać reszcie, że nie będzie mnie jakiś czas?
-Oczywiście- Domyślała się, że chodzi o coś więcej ale głos Bootha brzmiał tak zdeterminowanie i smutno zarazem, że postanowiła go nie naciskać. Poza tym to nie rozmowa na telefon. Bała się tylko jak przyjmie to Brennan.

5 Responses to “Tragedia czy nowa szansa? część 3”

  1. Temperance Says:

    Widzę, że komentuję pierwsza… to jest GENIALNE, jak Brennan :)))

  2. bones Says:

    Świetne!! Ja chce jeszcze!

  3. Justynka Says:

    to jest rewelacyjne!!!!
    nie moge sie doczekac nastepnej czesci! :)

  4. ula1993 Says:

    kiedy będzie następna część:))

  5. Justy$ Says:

    NAstępna część… następna część…. ja chce jeszcze

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

http://www.kredyciak.pl/

custom essay

  • There are manifold influences and accounts in my life primarily, when I locate custom essay furtively. The useful one is that primarily I haven�t devastating talent to pen various huge functions. It is reform for me purely to locate the exceptional service. My relevant ordered functions are not punk and specifically without necessary flaws, which can foreclose sequels of my reliable study.