`` Tragedia czy nowa szansa? część 2 | Bones Fansite - Strona fanów serialu "Kości"

O serialu...

Kości (ang. Bones) - amerykański serial telewizyjny produkcji Fox Broadcasting Company oparty na książkach kryminolog-antropolog Kathy Reichs, będącej jednocześnie producentką serialu. Serial pojawił się na antenie w 2005 roku. Do teraz powstało 59 odcinków. 3 września rozpocznie się emisja 4 serii.

Fabuła...

Dr Temperance Brennan (Emily Deschanel) jest utalentowanym antropologiem pracującym w Jeffersonian Institution, która w wolnych chwilach pisze powieści. Dr. Brennan bardzo często współpracuje z agentem FBI Seeleyem Boothem (David Boreanaz), pomagając zidentyfikować zwłoki, kiedy standardowe metody są nieskuteczne.



Tragedia czy nowa szansa? część 2

Autor: serinde

Obudziło go zimne światło odbijające się od białych ścian. „To było do przewidzenia. Szpital.” Czuł się dobrze, ale wiedział, że jest to wynik leków pompowanych do jego ciała przez kroplówki. W desperackiej nadziei, że przy swoim łóżku ujrzy całą i zdrową Brennan, powoli otworzył oczy, mrużąc je przed silnym blaskiem. Dojrzał kobiecą sylwetkę i z ulgą wychrypiał:
-Cześć, Bones.
-Booth! Jak się czujesz?- Lekko zmieszany głos nie należał do tej, którą pragnął usłyszeć.
-Camille, gdzie jest…
-Na korytarzu jest ktoś, kto bardzo chciałby cię zobaczyć. Poczekaj chwilę.- Doktor Saroyan wyszła pośpiesznie, bo wiedziała jakie pytanie chciał zadać, a w interesie jego zdrowia było, by go teraz nie denerwować i odwlec to najdłużej jak się da. „Znając Bootha, o wiele za szybko wyciągnie z nas tę odpowiedź”- pomyślała, kierując się do szpitalnej kafeterii, gdzie, jak podejrzewała, Rebbeca zabrała Parkera.
Po chwili Booth zobaczył jak śliczny blondwłosy chłopiec wbiega do pokoju i zatrzymuje się gwałtownie na widok pokiereszowanego ojca, podłączonego do rurek i monitorów.

-Cześć, tato.
-Cześć, smyku. Chodź tu do mnie.- Zachęcony Parker ostrożnie go uściskał. Do syna dołączyła również Rebbeca i ucałowała Bootha w policzek.
-Bardzo cię boli, tato? Jak się czujesz? Kiedy wyzdrowiejesz?
-Niedługo, synku. Wszystko będzie w porządku.- Booth uśmiechnął się do chłopca.
-Dziękuję, że go przyprowadziłaś.- W czasie tych trudnych chwil Parker konkurował o miejsce w jego myślach ż Brennan. Dwie aktualnie najważniejsze dla niego osoby na świecie.
-Nie musisz dziękować, Cieszę się, że jesteś cały. Ja lub Sid będziemy tu z nim zaglądać, dopóki cię nie wypuszczą. Niestety teraz musimy już iść, jest późno. Długo kazałeś na siebie czekać. Parker jest już zmęczony, a jutro idzie do szkoły.- Rebbeca uśmiechnęła się przepraszająco.
-Oczywiście.- Jeszcze raz przytulił syna i pogładził go po blond lokach.- Bądź grzeczny, zobaczymy się jutro, smyku.
Booth odprowadził ich wzrokiem. Mimo tego, że nie udało mu się założyć rodziny z Rebbecą, niczego nie żałował, bo dała mu takiego wspaniałego syna. Choć nie był tak skryty jak Brennan, to niewiele miał naprawdę bliskich mu osób. „Właśnie, Brennan!” Oczekiwał, że teraz pojawi się może ktoś, kto wszystko mu wyjaśni.
Cam, Hodgins i Ang cicho rozmawiali na korytarzu, Stwierdziwszy, że najbliżsi zakończyli wizytę, weszli do Bootha. Zniecierpliwienie i złość a przede wszystkim obawa widoczne były na twarzy agenta. Przeczuwał to, czego nie chcieli mu powiedzieć, a niepewność potęgowała tylko jego wzburzenie.
-Może ktoś mi wreszcie wyjaśnić, co tam się stało?!
-Ten zamachowiec zostawił jeszcze jedną bombę. Wygląda na to, że jego celem było po prostu zabicie jak największej ilości funkcjonariuszy, którzy pojawili się po pierwszym wybuchu.- wyjaśnił Cam.
-Ale był niedouczony, zegar drugiego ładunku źle zadziałał. Mieliście pecha, że wybuchła akurat wtedy…
-Jack!- Angela uciszyła go, ale trochę za późno.
-Pech!! Ty to nazywasz pechem! To, że mogliśmy tam zginąć, to, że jestem cały posiniaczony…Tak, właściwie, co mi jest?!- wybuchł Booth.
-Sorry, stary.- zreflektował się Hodgins.
-Szok, odwodnienie, lekkie niedotlenienie, połamane trzy żebra i dwa paliczki, bardzo źle zwichnięta prawa kostka. Nie licząc drobnych ran ciętych.- fachowo nakreśliła Cam.
-Czyli lepiej niż myślałem. Bywało już gorzej. A teraz najważniejsze. Wiem, że nie chcecie mi tego powiedzieć dla mojego dobra, ale ja muszę wiedzieć. Co z Brennan?
Wszyscy zamilkli. Wiedzieli, że tak będzie. Angela starała się powstrzymać łzy.
-Do jasnej cholery! Albo mi powiecie, albo w tej chwili wstanę i sam pójdę jej poszukać!- Głos załamał mu się odrobinę, czego dotąd u niego nie słyszeli, ale z całej twarzy biła wściekłość, a zwykle ciemnobrązowe oczy pociemniały jeszcze bardziej pod przymrużonymi powiekami.
-Seeley…

Cichy majestat świątyni działał na niego kojąco. W powietrzu unosił się specyficzny zapach palących się świec, a poranne światło przenikające przez witrażowe okna rysowało kolorowe smugi na zmęczonej ostatnio twarzy agenta. Źle sypiał, dokładniej mówiąc prawie wcale, nadal nie pozwalano mu wrócić do pracy, bo choć wszelkie fizyczne urazy już się zagoiły, nie do końca mógł to powiedzieć o swoich emocjach. Cały swój czas dzielił pomiędzy kościół a szpital. Właśnie czekał, aż rozpoczną się godziny odwiedzin.
Słowa, których tak się obawiał nie padły. Ale i tak nowiny były złe: „Seeley, ona żyje. Doktor Brennan żyje. Lecz okazało się, że w czasie wypadku mocno uderzyła o coś głową. Jest w śpiączce.”
Początkowa ulga, jak i dalsze przerażenie, wściekłość, poczucie winy żyły w nim nadal. Od kiedy tylko był w stanie wstać z szpitalnego łóżka, mimo wyraźnych sprzeciwów jego lekarza, wymykał się by przy niej posiedzieć. Teraz, po wypisaniu ze szpitala, spędzał przy jej boku większość dnia.
Z jednym stale nie mógł sobie poradzić- obwiniał się o spowodowanie jej stanu. Doszedł do jedynego logicznego dla niego wniosku, że musiała uderzyć się gdy popchnął ją na podłogę, bo przecież później cały czas ją osłaniał. Cam i reszta zezulców ostro protestowała przeciw takiemu mniemaniu: „Booth, gdyby nie ty, obydwoje bylibyście już martwi, ratownicy stwierdzili, że w okolicę ściany ze szkieletem zwaliło się najwięcej gruzu. Uratowałeś ją.” Wiedział, że mają całkowitą słuszność, ale ciężko było mu się uporać z tymi uczuciami.
Niespodziewanie poczuł wibracje wyciszonego z szacunku telefonu. Jedno spojrzenie na wyświetlacz spowodowało, że zapomniał gdzie się znajduje i odebrał.
-Tak, doktorze?
-Agencie Booth, mamy nowinę. Właśnie się obudziła.- Ta słowa poderwały go z ławki, ale następne zatrzymały.- Niestety, nasze obawy zdają się potwierdzać. Proszę zebrać jej przyjaciół i przyjechać jak najszybciej.
-Oczywiście, doktorze.- W biegu wybrał numer i przekazał polecenie Angeli, by już po chwili odpalać silnik samochodu.

-Rozumieją chyba państwo, że nie możemy zbytnio zmącić jej w głowie. Jest jej dostatecznie trudno. Niech wejdzie najbliższa osoba.- Trzy pary oczu skierowały się na Bootha, ale on pokręcił przecząco głową.- Angela, ty idź.
Podczas gdy Angela z lekarzem weszła do sali Brennan, reszta obserwowała spotkanie przez szybę. Widzieli, że nie idzie dobrze. Wkrótce lekarz wyszedł do nich.
-Sami państwo widzieli. Ma rozległą amnezję. Nie potrafi powiedzieć kim jest, ani czym się zajmuje, nie rozpoznaje przyjaciół. Miewa pewne przebłyski, co świadczy o tym, że może powrócić do całkowitej sprawności, ale nie potrafię powiedzieć kiedy to nastąpi. Natomiast fizycznie jest całkowicie zdrowa. Wkrótce będziemy mogli ją wypisać.
-I co wtedy, doktorze?
-Będzie oczywiście potrzebować jeśli nie stałej, to przynajmniej bardzo uważnej opieki przez pierwszy okres, zanim nie przyzwyczai się na nowo do swojego życia. Należy pamiętać, by nie poddawać jej zbyt wielu bodźcom naraz. Skontaktuję państwa ze specjalistą, który radzi w takich przypadkach.
-Dziękujemy, doktorze.
Angela wyszła do nich.
-Jeśli nie macie nic przeciwko, ja z nią dziś posiedzę. Musimy umówić się tak, by codziennie ktoś był przy niej.
-Dobre rozwiązanie, ale… Nie chcę psuć tej bądź co bądź szczęśliwej chwili, jednak wszyscy mamy swoją pracę. Co jeśli doktor Brennan nie będzie w stanie pracować? Nie chcę jej zwalniać, ale…
-Camille, ona dopiero się obudziła. Daj jej trochę czasu. Przez ostatnie 2 tygodnie dawaliśmy sobie radę, to damy jeszcze trochę dłużej.- zaoponowała Angela
-Dobrze, masz rację. W takim razie ja i Hodgins wracamy do Instytutu. A ty, Booth?
Tymczasem on stał milcząc, z nieodgadnionym wyrazem na twarzy milimetry od szyby oddzielającej go od Bones.

3 Responses to “Tragedia czy nowa szansa? część 2”

  1. bones Says:

    Podoba mi się! Nie mogę doczekać się dalszych części!

  2. monis Says:

    Ekstra:D

  3. Temperance Says:

    Super opko :)

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

http://www.kredyciak.pl/

custom essay

  • There are manifold influences and accounts in my life primarily, when I locate custom essay furtively. The useful one is that primarily I haven�t devastating talent to pen various huge functions. It is reform for me purely to locate the exceptional service. My relevant ordered functions are not punk and specifically without necessary flaws, which can foreclose sequels of my reliable study.