`` Fanfiction: Nie zawsze możesz mieć, co chcesz [3/10] | Bones Fansite - Strona fanów serialu "Kości"

O serialu...

Kości (ang. Bones) - amerykański serial telewizyjny produkcji Fox Broadcasting Company oparty na książkach kryminolog-antropolog Kathy Reichs, będącej jednocześnie producentką serialu. Serial pojawił się na antenie w 2005 roku. Do teraz powstało 59 odcinków. 3 września rozpocznie się emisja 4 serii.

Fabuła...

Dr Temperance Brennan (Emily Deschanel) jest utalentowanym antropologiem pracującym w Jeffersonian Institution, która w wolnych chwilach pisze powieści. Dr. Brennan bardzo często współpracuje z agentem FBI Seeleyem Boothem (David Boreanaz), pomagając zidentyfikować zwłoki, kiedy standardowe metody są nieskuteczne.



Fanfiction: Nie zawsze możesz mieć, co chcesz [3/10]

Autor: SimOph52
Tłumaczenie: mika


Runda 3

Minął już tydzień od chwili, kiedy Booth powiedział Brennan, że ją kocha. I od tego czasu raczej rzadko miał okazję porozmawiać z nią na temat ich osobistych relacji. A wszystko przez intensywną pracę nad trudną sprawą, która całkowicie zaprzątała ich umysły. Wydarzyło się kilka nowych rzeczy, małych i drobnych, ale wystarczająco dobrych. W samochodzie, kiedy dyskutowali o sprawie mógł trzymać ją za rękę, nawet wtedy, kiedy sprzeczali się o swoje poglądy, wierzenia, obyczaje społeczne młodzieży w stolicy, czy Ameryce ogólnie. Stali się też bardziej świadomi tego, że czas jakby stawał w miejscu, kiedy patrzyli sobie w oczy po ujawnieniu uczuć, do których nie chcieli się wcześniej przyznać.
Booth właśnie wchodził do gmachu Hoovera, po spędzeniu całego poranka na wizytach u potencjalnych podejrzanych w sprawie i poinformowaniu rodziny zamordowanego o ich stracie. Pomijając te smutne momenty, Booth nie mógł nic poradzić na to, że czuł się szczęśliwy. Czekał trzy lata na chwilę, kiedy będzie mógł powiedzieć Temperance Brennan, co do niej czuje i w końcu ta chwila nadeszła; a on nie został przez nią odtrącony. Nie było już chyba nic, co mogłoby uczynić jego szczęście pełniejszym.

Z pełnym zaufaniem wszedł do własnego biura, rozbierając się z płaszcza i wykonując kilka piruetów w stylu Gene’a Kelly, przewieszając płaszcz przez poręcz skórzanego fotela stojącego w rogu. Klasnął w ręce i podchodząc do biurka obrócił własny fotel, zanim na nim usiadł. Wszystkie czynności wyglądały jak choreografia ze starego kinowego musicalu. A on był na szczycie świata.
Siedział już w biurze dobre dwadzieścia minut, kiedy w drzwiach pojawił się osłupiały Charlie. Booth spojrzał na niego wyczekująco, a kiedy to nie pomogło zapytał:
„Tak, Charlie?”
„Uh… Agencie Booth… jest dla pana… paczka?”
Na twarzy Charliego pojawił się osobliwy uśmieszek, a ton i intonacja głosu natychmiast wprawiły Bootha w zdumienie. Jakby kwestionował własną wiarygodność.
Booth pochylił głowę w stronę młodszego agenta.
„W takim razie przynieś ją tutaj.”
„Uh…” – Charlie zająknął się i przeniósł spojrzenie z Bootha na niewidoczny punkt na ścianie, jakby szukał owej paczki w myślach.
„Sir, nie jestem pewnien, czy to jest wykonalne.”
Brwi Bootha uniosły się z ciekawością.
„Dlaczego? Gdzie ona teraz jest?”
„Jest w hallu, sir. Wystarczająco trudno było uporać się z frontowymi drzwiami. Nie było sposobu, żeby doręczyciel wniósł ją do środka bez użycia… dźwigu, sir” – Charlie roześmiał się nagle, jakby dostrzegając śmieszność całej sceny.
Booth wstał z krzesła i również się roześmiał.
„Co to za rzecz?”
Charlie rzucił szefowi spojrzenie przez drzwi.
„Sądzę, że pan nie uwierzy, póki nie zobaczy” – powiedział.
Booth pobiegł korytarzem do windy. Wpadli na drzwi windy, jak dwóch uczniaków college’u, którzy wypili kilka piw. Booth wcisnął guzik oznaczający parter i pojechali na dół.
Kiedy drzwi ponownie się otworzyły Booth mógł zobaczyć tłum agentów stojący wokół czegoś, co było niewątpliwie paczką adresowaną do niego. Dzwonek windy oznajmił gapiącym się na duży obiekt agentom przybycie Bootha, który uśmiechał się ochoczo, zastanawiając się, co też na tym świecie mogło wprowadzić taki chaos do budynku Edgara Hoovera. Wyszedł z windy i poczuł czyjąś dłoń na własnym ramieniu. To był jego szef – Cullen.
„Mam nadzieję, że zamierzasz się tym podzielić z jakimś przedszkolem, agencie Booth.”
Oczy Bootha rozszerzyły się wtedy ze zdumienia, co też mogła zawierać ta nieszczęsna paczka. Podszedł bliżej; agenci rozstępowali się robiąc mu przejście do przesyłki. Kiedy już dotarł na miejsce nie mógł uwierzyć własnym oczom.
Stało tam wielkie kwadratowe białe pudło, przewiązane czerwoną wstążką. Miało co najmniej pięć stóp szerokości i trzy wysokości. Na szczycie pudełka przyklejona była niewielka naklejka. Wyglądała zwyczajnie, jak te, które przykleja się do normalnych pudełek, co sprawiało, że na tej paczce wyglądała dość ironicznie. Booth pochylił się w przód i głośno przeczytał napis, który się na niej znajdował. „Specjalne wypieki Cioci Jo”… Przez chwilę wydawało mu się, że jest całkiem pijany.
„Zaczekajcie… no, nie…” – uśmiechnął się i popatrzył na wygłodniałe twarze agentów stojących obok niego.
Wziął od ochroniarza parę nożyczek, które ten niecierpliwie ściskał w dłoni, czekając na otwarcie pudełka. Booth czynił honory przecięcia wstęgi, która lekko spłynęła w dół po pudełku i otworzył wieko, które ukazało im olbrzymie ciasto z jabłkami spoczywające wewnątrz pudła. Mężczyźni stojący wokół niego jęknęli z zachwytem, kiedy tylko po hallu rozszedł się zapach jabłek z cynamonem.
W środku ciasta, opierając się o jeden z jego kawałków, tkwił kartka papieru. Booth postawił stopę wewnątrz pudełka i sięgnął po kartkę.
„Jeśli wpadniesz do tego ciasta,” – powiedział ktoś z tłumu agentów – „nigdy ci tego nie wybaczę, Booth.”
Roześmieli się wszyscy, łącznie z Boothem, który musiał się nieźle wyciągnąć, aby ściągnąć kartkę ze środka ciasta.
„Częstujcie się, chłopcy” – rzucił wychodząc z pudełka i pozwalając im dożywić się własnym prezentem. Podszedł do Charliego, który niecierpliwie wpatrywał się w mężczyzn otaczających ciasto; chcących dostać własny kawałek. Uśmiechnął się do chłopca i gestem zaprosił, by również podszedł do pudełka.
„Jak już tam będziesz, to przynieś mi kawałek.”
Charlie ochoczo ruszył ku pudełku, licząc na kawałek z tej chrupiącej części.
Booth odwrócił się chcąc rzucić okiem na to, co działo się tuż przed nim. Gdyby którykolwiek przestępca mógł teraz widzieć, co działo się w hallu, mieliby najlepszą metodę na odciągnięcie ich od wykrywania przestępstw.
Wyjął notkę z kieszeni i otworzył. Zapełniało ją ręczne pismo Temperance Brennan. Dotknął palcem krawędzi, zanim zaczął czytać.
„Różnica między tobą, a tym ciastem polega na tym, że po jego zjedzeniu poziom cukru wzrasta najwyżej na kilka godzin, a kiedy jestem z tobą, jest wysoki permanentnie.”

7 Responses to “Fanfiction: Nie zawsze możesz mieć, co chcesz [3/10]”

  1. Sarah Says:

    Zarabiste czekam na reszte ;)))

  2. wika Says:

    świetne czekam na ciąg dalszy, i mam nadzieję ze sie szybko pojawi

  3. AnKa Says:

    super! nie moge sie doczekac nastepnej czesci 😉

  4. pepe Says:

    niezle….Dalej dalej, doktor Brennan

  5. sweet Says:

    extra!!naprawdę. mam nadzeję ze reszta szybko się pojawi:-))

  6. Temperance Says:

    hahaha! Boskie normalnie!

  7. oliwek1994 Says:

    Zajedwabiste.

    Żenialne.

    Bezbłędne. :):)

Leave a Reply

You must be logged in to post a comment.

http://www.kredyciak.pl/

custom essay

  • There are manifold influences and accounts in my life primarily, when I locate custom essay furtively. The useful one is that primarily I haven�t devastating talent to pen various huge functions. It is reform for me purely to locate the exceptional service. My relevant ordered functions are not punk and specifically without necessary flaws, which can foreclose sequels of my reliable study.